Harry Potter

Autor: Wojtek Sedeńko, kategoria: felietony i recenzje, utworzono: 2 Luty 2011

Przygody Pottera wśród książek legendarnych? Ktoś może zapytać: nie za prędko aby? Tak, to może wydać się dziwne, że po­wieść o młodocianym czarodzieju, napisana w 1997 roku, a więc świeżej daty, znalazła się w gronie książek kultowych. A więc ta­kich, do których się wraca i czytanych przez różne pokolenia. To miejsce należy się jej jednak i zaraz wyjaśnię, dlaczego.

Chciałbym w tym miejscu pisać o książkach, dzięki którym czytelnik zaraził się bakcylem fantastyki, książkach pobudzających wyobraźnię. I choć powieść Rowling zaliczyłbym raczej do literatury dziecięcej i mło­dzieżowej (czy na Piotrusia Pana, Alicję w Krainie Czarów lub Ku­busia Puchatka mówi się dzisiaj, że to fantastyka?), to ma ona – wraz z sequelaml – walor, który absolutnie wynosi ją ponad inne współczesne książki dla dzieci i młodzieży. Jest masowo czytana!

Dam tu przykład mojego jedenastoletniego syna. W naszym domu, i domu moich rodziców, znajduje się mnóstwo książek. Mówię tu o tysiącach wolumi­nów, od ich ciężaru aż trzeszczą podłogi; w dodatku ja całe życie pracuję w „papierze”. A syn zawziął się i nie mogłem go w żaden sposób namówić do czytania. Play station, boisko, koledzy – to był jego świat. Namawiałem, tłumaczyłem, grozi, podsuwałem Hobblta, Narnię, Szklarskiego.

Bez efektu. Wreszcie, w akcie desperacji, wziąłem do ręki pierwszy tom przygód Harry’ego Pottera i za­cząłem na głos czytać jemu i młodszemu rodzeństwu. (Tu chylę czoła przed nauczycielami, którzy muszą zdzierać głos przez klika godzin dziennie), i stał się cud, syn przekonał się, że książka to rzecz magiczna, wrota do krainy wy­obraźni, której żaden komputer nie dorówna. Kolejne tomy przeczytał sam, w tempie ekspresowym. Po prostu przepadł.

Harry Potter i kamień filozoficzny to książka wirus, zarażająca młodych ludzi bakcylem, potrzebą czytania. A jak ktoś zacznie czytać, to już raczej nigdy nie przestanie – takie jest moje zdanie. Dla­tego dzisiaj piszę tutaj o tej książce.

Cóż takiego jest w powie­ściach Rowling, że młodzi lu­dzie rzucają dla nich kompu­tery, ba, ich rodzice czytają je razem z nimi? Jedną z przyczyn jest fabuła i współczesny język, chociaż w głównych punktach są to opowieści grające stary­mi schematami. Mamy środo­wisko szkoły z internatem, do­rastającego bohatera, a podział świata na magiczny i nie magiczny jest w fantastyce znany od dawna. Ale elementy tej układanki są doprawdy wspaniałe. Jest Hogwart, szkoła magii i czarodziejstwa

– posępne gmaszysko pełne tajemnic, lochów i labiryntów, jest quidditch, skomplikowana i widowiskowa gra czarodziejów, jest wreszcie bohater, z którym można się identyfikować. Sympatyczny, inteli­gentny chłopiec, sierota, poniewierany przez zastępczych rodziców – Dursleyów, który nagle dowiaduje się, że jego rodzice byli kimś niezwykłym. Otrzymuje też szansę pójścia w ich ślady.

Edukacja w Hogwarcie to pasmo sukcesów i porażek. Te pierw­sze Potter zawdzięcza swoim talentom I pomocy przyjaciół, drugie są wynikiem knowań wrogów 1 Zła. Tajemnice Hogwartu odsłaniane są nam kolejno, systematycznie, a wiedzę tę zdobywamy wraz z bohaterami. Jest zagadka, jest zabójca rodziców Pottera, jest wreszcie do przejścia labirynt, po drodze trzeba pokonać wro­gów. Czyli jak w komputerze, ale każdemu czytelnikowi wyobraźnia podsuwa inne obrazy, kolory, dźwięki. To właśnie przewaga książki nad dyskiem z grą.

Niebagatelną rolę odgrywa humor, po­tyczki Harry’ego z przybranymi rodzicami, Dursleyami, bawią do łez, podobnie uczniowskie figle, jakie wzajemnie płatają sobie stu­denci Hogwartu. Rowling pisze swoje książki krótkimi rozdziałami, które układają się w całość, ale z reguły każdy jest oddzielną przygodą. Ta technika to znak czasów. Młodzież ma kłopot ze skupieniem uwagi, za­pamiętywaniem dłuższych partii tekstu, więc książkę podzieloną na „clipy” czyta się łatwiej. Nie bez znaczenia było zastosowanie współczesnego języka – nawet archaiczne, latające miotły noszą tu nazwy jak modele bolidów Formuły 1 – oraz postawienie przed bohaterami wyzwań, przed którymi stoją obecnie młodzi ludzie. Warto tu zaznaczyć, że klasyka jest dzisiaj prawie nie czytana, żeby dotrzeć do współczesnego czytelnika, trzeba opisywać stare tematy w nowy sposób. Spójrzcie na ewolucję filmów wytwórni Walta Disneya, jakaż przepaść dzieli mdłą dzisiaj Królewnę Śnieżkę i siedmiu krasnoludków od odjazdowego i pełnego ulicznej grypsery Toy Story. A przecież oba filmy mówią o podobnych wartościach. W książkach Rowling komputery może zastępuje magla, ale świat wcale nie wydaje się przez to uboższy, a może nawet jest pełniejszy?

Najważniejsze jednak jest to, że jej powieści przekonały wszyst­kich, że sztuka czytania jeszcze nie zanikła i nie zaniknie w przy­szłości, bo młodzi ludzie nadal będą czytać. Wystarczy Ich tylko przekonać do lektury, utrafić w gusty pokolenia, okrasić humorem, dać bohaterów, z którymi chciałoby się przebywać, czyli zrobić to wszystko, co dała pani Rowling w przygodach o Harrym Potterze. Można sobie tylko życzyć więcej takich książek.

Wojtek Sedeńko

Komentarze (1)

bio:

1 maja 2011 o 15:06.

Czytanie opowieści to tylko unowocześniona forma snucia tychże przez starszych. Powieści o Harrym są świetną alternatywą dla filmowego tandeciarstwa. Już filmy na podstawie tych powieści przez swe zróżnicowanie w reżyserskich koncepcjach tworzą nową jakość. Pierwszy tom kupiłem, zanim u nas wybuchła wrzawa medialna. Media Rodzina długo nie wiedziała, czy nie utopili sporych pieniędzy. Na szczęście nie. Dla mnie walorem tych powieści są ograniczone niczemu nie służące opisy, oraz przede wszystkim zagadka. W każdym tomie czekamy na rozwiązanie tajemnicy. Tak się pisze. I u mnie nieczytajacy synek zaczął czytać w ślad za wszystko czytającą siostrą. I sama historia autorki jest równie bajkowa, jak dzieje jej bohatera.

Zostaw komentarz