Robert A. Heinlein, 1995

Autor: Wojtek Sedeńko, kategoria: artykuły, utworzono: 22 Styczeń 2011

ROBERT HEINLEIN

Amerykański idol SF

Dla przeciętnego Amerykanina Heinlein był najsłynniej­szym autorem science fiction, jakiego wydała Ameryka. Rów­nież samo środowisko pisarzy fantastów na Zachodzie naj­częściej przyznaje palmę pierwszeństwa właśnie temu, zmar­łemu przed 9 laty, pisarzowi. Nie Asimov, Campbell, a Hein­lein. A przecież dorobkiem literackim ustępował wielu tytanom SR Za to w nagrodach, czy w wysokości honorariów autorskich przez wiele lat rzeczywiście przewodził stawce autorów. Tym­czasem w Polsce jego dorobek jest mało znany, a wydane u nas (i ponoć najlepsze w dorobku RAH) powieści nie wywarły tak wielkiego wrażenia, nie rzuciły na kolana ani kryty­ki, ani czytelników. Dlaczego jest więc uważany za takiego giganta za oceanem?

Robert A(nson) Heinlein urodził się w 1907 roku, studio­wał na Uniwersytecie Missouri i Akademii Marynarki Wojennej w Annapoiis. Po odsłużeniu wymaganych pięciu lat jako oficer US Navy, w 1934 roku podjął studia z fizyki na Uniwersytecie Kalifornijskim w Los Angeles. Właśnie wtedy zaczął pisać science fiction, pierwsze opowiadanie (Lifeline) publikując na łamach „Astounding” w 1939 roku.

Bardzo szybko jego gwiazda rozbłysła na firmanencie pisarzy SF najjaśniejszym blaskiem. Pomiędzy rokiem 1940 a 1960 zewsząd zbierał dowody uznania, był niekwestionowa­nym przywódcą „stada”. Uważano go za ojca SF, był kochany, naśladowany, jego twórczość zdominowała amerykański świa­tek science fiction. Przyjmował i znosił tę rolę bardzo natural­nie. John Campbell jr., który rekrutował autorów do „Astoun­ding” jeszcze przed II wojną światową, wspominał go jako człowieka świadomego swych umiejętności, honorowego w postępowaniu (w starowojskowym stylu). Był elegancki, o wyprostowanej sylwetce, koleżeński, kompetentny i wielce pomysłowy. Miał też inną zaletę – dla Campbella bardzo ważną – potrafił szybko pracować. Lata wojny przystopowały nieco karierę pisarską Heinleina, od 1942 roku pracował w Filadelfii w Ośrodku Badawczym Lotnictwa Morskiego, mimo to napisał około 30 opowiadań i rozpoczął pracę nad trzema powieściami, które dopiero później, po latach, dokończył. Opo­wiadania z tego okresu, np. znane u nas Requiem (1940) czy The Roads Must Roli(1940), opublikowane na łamach „Astoun­ding”, dały początek Historii Przyszłości, której pierwszy sche­mat opublikowano w 1941 roku (u nas nad jej fragmentem pas­twił się Stanisław Lem w „Fantastyce i futurologii”). Była to pierwsza w historii SF próba tabelarycznego prognozowania przyszłości, na kilka wieków naprzód. W ten sposób stworzył Heinlein historyczną ramę przyszłości, w którą wkomponowy­wał później akcje swoich opowiadań i powieści. Lem dość ostro potraktował jego schemat, wykazując błędy programowe, uwzględnienie tylko rozwoju Stanów Zjednoczonych, a nie gospodarki światowej (RAH stworzył tę tabelę tuż przed wybuchem II wojny światowej), aczkolwiek napomyka, że Heinlein nie mógł wówczas liczyć na naukę zwaną futurologią, bo ta jeszcze nie istniała, podobnie jak pojęcie przestrzeni probabilistycznej – czyli zbioru prognoz alternatywnie penetrujących ten sam obszar. Heinlein oparł swoje prognozy na kalendarzu podzielonym mniej więcej na okresy dziesięcioletnie (im dalej w przyszłość, tym etapy stają się – co zrozumiałe – coraz dłuższe), a rozwój ludzkości rozpatrywał pod kątem nauko­wo-technicznym i polityczno-socjalnym. Wszystko opatrzył stosownym komentarzem, a niejeden z okresów jego hipote­tycznej historii został później przez niego zbeletryzowany.

Na lata 60-te przewidział Heinlein wielki postęp tech­niczny, ale i wielkie strajki robotnicze oraz wybuch psychoz masowych, wywołanych upadkiem dotychczasowej obyczajo­wości. Ten okres gospodarczego wzrostu, zakończony startem pierwszych księżycowych rakiet kosmicznych w 1978 roku, nazwał Heinlein „fałszywym świtem”, po którym nastąpi krach i powrót do XIX-wiecznej ekonomiki. W tym czasie powstać ma Korporacja Księżycowa Harrimana, Luna City oraz nastąpi zjednoczenie gospodarek azjatyckiej, australijskiej i amery­kańskiej. Ta era trwa u Heinleina do 2072 roku, kiedy kolonia na Wenus ogłasza secesję, a w Stanach Zjednoczonych fala religijnego fanatyzmu powoduje powstanie religijnej dyktatury. Ustaje program kosmiczny, następuje stagnacja nauko­wo-techniczna, kapłani rozwijają tylko techniki psychome-tryczne. Po rewolucji 2075 roku powstaje I Cywilizacja Ludzka, a Historia Przyszłości Heinleina kończy się w 2600 roku powstaniem kultury i społeczeństwa dojrzałego.

Heinlein nie przewidział roli wolnych i niezależnych mediów, wypracowania demokratycznych sposobów ograni­czania dyktatorskich zapędów i tego, że największe imperia potrafią się rozpaść bezkrwawo, nie przewidział politycznej poprawności – chociaż można ją podpasować pod jedną z owych masowych psychoz. Celne są natomiast uwagi na temat postaci telewizyjnego proroka Nehemiaha Scudalera, amerykańskiego purytanizmu, roli religii we współczesnym świecie. Na korzyść Heinleina przemawiają także dość trafne prognozy kosmonautyczne. Całościowo, jeśli wziąć po uwagę rok jej powstania, Historia Przyszłości prezentowała się solid­nie, a po Heinleinie podobne próby podjęło wielu znamienitych pisarzy, choćby Asimov, Niven, Cherryh czy Anderson. Z dalszego tworzenia i poprawia­nia Historii zrezygnował Heinlein około 1950 roku, chociaż książko­wych publikacji tekstów umiejsco­wionych w różnych etapach Histo­rii Przyszłości, doczekał się dopiero po roku 50-tym. Były to: The Man Who Sold the Moon (zbiór, 1950), The Green Hills of Earth (zbiór, 1951), Universe (1951), Revolt in 2100 (1953), Met-huselah’s Children (1958) i Orphans in the Sky (1963). Nie wszystkie książki i opowiada­nia pisał pod własnym nazwis­kiem. Publikował sporo pod pseudonimami: Ansom MacDonald (Sixth Column, 1941, jako RAH w 1949), Kyle Monroe, John Riverside, Caleb Saunders.

Styl Heinleina ewoluował. Jego wczesna twórczość pełna była technicznego żargonu, ludowych aforyzmów i mą­drości, robotniczego slangu. Później więcej uwagi poświęcał swoim bohaterom niż technicznym gadgetom, w których opisy­waniu lubowała się ówczesna fantastyka naukowa. Próbował zrozumieć jak potoczy się historia ludzkości, odgadnąć, w którą stronę zmierzamy – przyszłe rzeczy i zdarzenia zdomi­nowały jego twórczość.

W latach 1943-1946 właściwie nie pisał fantastyki, dopiero po 1947 roku sprzedał kilka opowiadań do „Saturday Evening Post” oraz rozpoczął pisanie tzw. „młodzieżówek”, edukacyjnych, przygodowo-popularyzatorskich książek science fiction dla młodego czytelnika. Przyniosły mu spory rozgłos, przyczyniły się też do ugruntowania pozycji czołowego amerykańskiego pisarza SF. Nowe pokolenia sfanów miały go za mistrza, gdyż dzięki niemu złapały bakcyla fantastyki (po­dobną rolę w świecie fantasy odgrywa Andre Norton). Inna sprawa, że Robert Heinlein pomimo inżynieryjnego wykształ­cenia i niezłych umiejętności warsztatowych, pisał bardzo często historyjki banalne, wręcz naiwne. „Złote myśli” autora, w ustach bohaterów śmieszyły, dla czytelnika dorosłego były to lektury niestrawne. A „młodzieżówek” napisał Heinlein sporo: Rocket Ship Galileo (1947), Space Cadet (1948), Red Planet: A Colonial Boy on Mars (1949), Farmer in the Sky (1950), Bet-ween Planet (1951, „Między planetami”), The Rolling Stones (1952), Starman Jones (1953), The Star Beast (1954), Tunnel In The Sky (1955), Time for the Stars (1956), Citizen ot the Galaxy (1957), Have Space Suit Will Travel (1958, „Wkładaj kombi­nezon i w drogę”).

Słabością Heinleina, jakby niedostrzeganą przez amerykańską krytykę, były jego dość radykalne poglądy polityczne i społeczne, częstokroć wyrażane na kartach jego powieści i opowiadań – śmieszyły, denerwowały, a na pewno sprawiły, że wiele tych książek zostało zapomnianych, bardzo szybko się zdezaktualizowało. W dodatku do określenia swoich poglądów używał pojęć oznaczających coś zupełnie innego, na przykład uważał się za demokratę, tymczasem publicznie opowiadał się za silną władzą wykonawczą, rządami silnej ręki, bezwzględ­nie łamiącymi wszelką opozycję. Nie ukrywał ciągotek militarystycznych, według niego silna armia jest strażnikiem i gwa­rantem pokoju, a nawet bezpieczeństwa na ulicach. Był przy tym przeciwnikiem socjalnego zrównania kobiet i mężczyzn. Aż dziw bierze, że ten sam człowiek napisał później „Obcego w obcym kraju”, książkę kultową dla pokolenia hippisów. Hein­lein pragnął czystego, zdrowego społeczeństwa, w jednej z po­wieści dla młodzieży, w Tunnel in the Sky, każe maturzystom zdawać egzaminy dojrzałości na odległych planetach – aby zdać egzamin należy na jakiejś dziewiczej planecie po prostu przeżyć określony czas; oblanie egzaminu oznaczało więc śmierć delikwenta (nieuka?).

Takie idee w purytańskiej Ameryce nie były jednak wów­czas czymś niezwykłym, nic więc dziwnego, że poglądy Hein­leina przechodziły jakby niezauważone, współczesnego czytel­nika, zwłaszcza polskiego, rażą. Wziąć jednak trzeba pod uwagę czasy w jakich Heinlein wyrastał, obie wojny światowe, kryzys lat trzydziestych, powstanie imperium komunistyczne­go. Silna militarnie i moralnie Ameryka jawiła się wielu roda­kom Heinleina jedynym wyjściem dla ocalenia ich modelu życia.

Najwięcej reakcyjnych przekonań wyraził Robert Hein­lein w powieści Starship Troopers (1959, Żołnierze kosmo­su). Książka przyniosła autorowi Hugo Award, ale i wiele kry­tyki ze strony zawodowców, która potępiła go za zbyt daleko idące ciągotki militarystyczne i dyktatorskie. Powieść docze­kała się udanej, pacyfistycznej parodii w postaci „Billa, boha­tera Galaktyki” Harry’ego Harrisona. Powieść w tym roku ma być sfilmowana.

Przejdźmy do krótkiego omówienia najsłynniejszych książek Heinleina, które dały mu miejsce w panteonie gwiazd światowej fantastyki, a także przyniosły mu pieniądze – był bowiem pierwszym autorem SF, który za swoją twórczość zaczął otrzymywać godziwe honoraria.

W1951 roku opublikował The Puppet Masters (Władcy marionetek), powieść o inwazji na Ziemię obcych istot, które pod postacią polipów przywierają do karków ludzi, wnikają w ich system nerwowy i opanowują sterowanie całym organiz­mem. Lem zbeształ powieść za nielogiczny jego zdaniem wysi­łek obcych, żeby ludzi podporządkować sobie w ten sposób. Tymczasem powieść jest dość jasnym ostrzeżeniem przed komunizmem, który wszystkich ludzi podporządkowuje dla celów znanych jedynie władzy, zrównuje ich w prawach i obo­wiązkach oraz zarządza bez jakiejkolwiek dbałości o interes jednostki (Heinlein pisał powieść w samym środku zimnowojennej zawieruchy). Filmowa adaptacja książki, sprzed dwóch lat, poszła jednak w innym kierunku, przesłanie autora było już nieaktualne bo Związek Sowiecki przestał istnieć.

Nagrodę Hugo przyniosła RAH powieść Double Star (1956), historia aktora zmuszonego do odgrywania roli galak­tycznego polityka i prominenta, tylko dlatego, że los dał mu podobną fizys. Heinlein dał tu pokaz możliwości warsztato­wych, wiarygodnie malując złożony portret psychologiczny „dwóch ludzi w jednym”. Temat sobowtóra to bardzo znany motyw, często stosowany w literaturze czy filmie, najwspanialej wykorzystał go w wiele lat później Akiro Kurosawa w swoim słynnym filmie.

Najbardziej spektakularny sukces przyniosła Heinleinowi powieść Stranger in a Strange Land (1961, Obcy w ob­cym kraju). Opowieść o chłopcu wychowanym (niczym Tarzan) przez cywilizację marsjańską, który powraca na Ziemię i staje w centrum uwagi całego świata. Umiejętności nabyte wśród obcych, nowa filozofia, czynią zeń mesjasza i twórcę religii, do której mottem mogłoby być późniejsze hippisowskie „ make love, not war”.

W 1969 roku ukazała się The Moon is a Harsh Mistress („Luna to surowa pani”), laureatka Hugo Award, mieszcząca się w cyklu Historii Przyszłości, opowiadająca o buncie kolo­nistów na Księżycu. Książka zawierała liczne paralele do ame­rykańskiej wojny o niepodległość, dając Heinleinowi możli­wość wyrażenia swoich opinii i poglądów politycznych.

Do lepszych powieści Heinleina zalicza się jeszcze The Door Into Summer (1957, „Drzwi do lata”) o podróżach w cza­sie, Podkayne of Mars: Her Life And Times (1963) i Farnham’s Freehold (1964) o dominacji Murzynów w Ameryce.

Pod koniec życia Robert Heinlein wrócił do Historii Przyszłości i postaci głównego bohatera z Methuselah’s Chil-dren – Lazarusa Langa, pisząc w 1973 roku Time Enough for Love, or the Lives of Lazarus Lang (postać Langa dość powszechnie uważana jest za alter ego autora). Historię konty­nuował jeszcze książkami: The Number of the Beast (1980), The Cat Who Walks Through Walls (1985, „Kot, którzy przenika ściany”) i To Sail Beyond the Sunset (1987).

Ostatnie powieści Heinleina: Friday (1982) oraz Job: Comedy of Justice (1984, „Hiob – komedia spra­wiedliwości”), znane z polskich wydań, wykazały spory spa­dek formy autora. Pierwsza jest bardzo naiwną, wręcz głupią opowieścią o androidce będącej agentką tajnych służb, w dru­giej Heinleinowi wystarczyło pary jedynie na pierwsze dmuch­nięcie w gwizdek i ruszenie parowozu z miejsca. „Hiob” rozpo­czyna się w stylu Dickowskim: bohater po każdym przebudze­niu zastaje świat zniekształcony, zmieniony (zmienia się geo­grafia, nazwa pieniędzy, obyczaje) i nie może dociec dlaczego tak się dzieje. Sam autor także tego nie wyjaśnia, tzn. próbuje, ale z miernym skutkiem.

Heinlein spróbował raz sił w klasycznej fantasy i była to próba udana. Glory Road (1963, „Szlak chwały”) opowiada losy weterana wojny wietnamskiej, takiego Rambo, rzuconego w równoległy świat fantasy. Na szczęście Heinlein zrezygno­wał w tym przypadku z powagi i typowego dla siebie dydak­tyzmu i poszedł w stronę pastiszu, z dużą ironią bawiąc się rekwizytornią „sword and sorcery”.

„ – Niezły poziom osiągnął RAH w opowiadaniach, które drukował mu głównie Campbell. Ten dorobek, u nas właściwie nieznany, został zebrany w zbiorach: Waldo in Magie, Inc. (1950), Assignment in Eternity (1953), The Menace from Earth (1959), The Unpleasant Profession of Jonathan Hoag (1959), The Worlds of Robert A. Heinlein (1966), Requiem: New Colle-cted Works (1992).

Śmierć Heinleina w 1988 roku, w chwili gdy złapał jakby drugi oddech – wydawał praktycznie książkę rocznie – wszys­tkich zaskoczyła; wydawał się bowiem być w bardzo dobrej for­mie fizycznej i psychicznej. Niewątpliwie odszedł jeden z naj­słynniejszych pisarzy science fiction na świecie. O Heinleinie można powiedzieć równie dużo dobrego, co i złego, chociaż krytyka amerykańska pisze o nim w samych superlatywach (vide opinia Kurta Vonneguta zamieszczona swego czasu w „Nowej Fantastyce”). My możemy nieco powybrzydzać, bo twórczość Heinleina nie docierała do nas wówczas, gdy był na topie w USA. Z racji poglądów militarystycznych (otwarcie popierał udział Ameryki w wojnie wietnamskiej), politycznych i społecznych (komunizm i faszyzm są największym złem) proza RAH była omijana przez wydawców doby PRLu szero­kim łukiem. Dopiero po 1989 roku ukazało się kilka jego ksią­żek, w sumie najlepszych i reprezentatywnych dla całego dorobku laureata pierwszej, więc historycznej, nagrody Grand Master Nebula (1975).

Do pozytywnych cech pisarstwa Heinleina zaliczyłbym postawienie człowieka – jego problemów, postaw, idei – ponad technologią, co w latach 40-tych i 50-tych było w fan­tastyce amerykańskiej wyjątkiem. Miał też Heinlein kilka traf­nych prognoz, jak choćby w opowiadaniu Solution Unsatisfactoryz 1940 roku, gdzie opisał świat po lata pięćdziesiąte. USA odkrywa tam – w trakcie nieudanych prac nad bronią atomową – możliwość produkcji popiołu radioaktywnego, zasypują nim hitlerowski Berlin i zostaje ogłoszony Pax Americana pod egidą nowej Ligi Narodów. USA pilnują nowej broni, ale nie­które kraje – Unia Euroazjatycka – odkrywają sposób jej pro­dukcji i nowa wojna gotowa. Ciekawie narysował Heinlein wize­runki naukowców – odkrywców owego popiołu, ich rozterki po uświadomieniu sobie niszczycielskiej siły rażenia tej broni; jeden nawet popełnia samobójstwo. Heinlein przewidział podział świata na dwa obozy (ZSRR nie było przed II wojną światową zaliczane do mocarstw), nieskuteczność szantażu militarnego i prób zjednoczenia świata pod groźbą użycia siły.

Słabością Heinleina była natomiast jego prostoduszność, wiara w przestarzałe ciut ideały, chęć ciągłego moralizowania i poglądy, o których już wspominałem, wywodzące się z idei i systemów, które mamy już za staro­modne. Heinlein patrzył w przyszłość, ale widział ją raczej niezmienną, gdy chodzi o pewne zachowania moralne. Pragnął nowoczesnych technologii w świecie XIX wiecz­nych obyczajów. Mimo to zrobił dla współczesnej science fiction bardzo wiele. I to mu zapamiętamy.

Wojtek Sedeńko

1995

Zostaw komentarz